Malezja cz.1

profesjonalna sesja cz.1

profesjonalna sesja cz.2

profesjonalna sesja cz.3

Przekraczajac granice nie wiedzieslimy kompletnie czego sie spodziewac po tym kraju. Jakos wczesniej odwiedzajac wszystkie panstwa mielismy mniej wiecej ich obraz i wyobrazenie. A tu cos slyszelismy o wierzach w Kuala Lumpur, cos o ropie, cos o naturze… ale to wszystko nic w porownaniu z tym co sie dzialo. Spedzilismy tam ponad 2 miesiace i mamy okolo 10 pieczatek.
A zaczelo sie to tak: po przekroczeniu granicy o 20 bylo juz ciemno, a nie mielismy pojecia gdzie jechac i co robic. Postanowilismy wiec ruszyc na policje i zapytac o namiot. W tajlandii pod tym wzgledem nie bylo nigdy problemu. Wrecz przeciwnie, po pytaniu o namiot – celnicy usmiechali sie i prowadzili nas do najlepszego miejsce na postawienie naszego malego domku. Zawsze bylo plasko, sucho, czasem pod daszkiem, czasem kolo kontaktu, zeby sobie laptopa podlaczyc i filmy ogladac, czasem tez poczestowali posilkiem. Tu juz tak wesolo nie bylo, popatrzyli na nas dziwnie, zaczeli sie dopytywac o cel wizyty, o paszporty, zadzwonili w kilka miejsc czy mozemy przypadkiem rozbic sie na trawce kolo posterunku. ale udalo sie, zasnelismy jak swistaki na zime i rankiem gdy sloneczko ogrzalo tropik i zaczela sie robic sauna w srodku postanowilismy ruszyc dalej. Pierwszego kierowce zatrzymalismy bardzo szybko, czyli podobnie jak u polnocnych sasiadow. Z kolejnymi tez nie bylo problemow. Ale co odroznialo ich od Tajow, to ze prawie kazdy mowil po angielsku. Dodatkowo przez caly dzien mielismy zaproszenie na sniadanie, na obiad i u hosta z CS na kolacje. Tu nasuwa nam sie podobienstwo z Turcja. Do pierwszego obranego celu wybralismy George Town, piekne i klimatyczne miasteczko z ciekawymi zabytkami, malunkami na scianach i rzezbami. Juz z poprzednimi kierowcami zdarzylismy sprobowac kuchni malajskiej ale kolacja z hostem i jego kolezanka w food court, czyli kilkanascie malych restauracyjek z roznosciami i wybierasz z jednej lub kilku ulubione potrawy, placisz 5 zl albo cos kolo tego i zajadasz sie pysznosciami.
Kolejnego dnia kolega naszego hosta, profesjonalny fotoraf, chcial urozmaicic swoje portfolio i zaproponowal nam sesje. Wozil nas po miescie, opowiadal o zabytkach i atrakcjach, pokazywal najlepsze miejsca do zjedzenia a przy okazji uwiecznial to na aparacie. Mielismy swietna zabawe oraz profesjonalna sesje zdjeciowa. Kolejnego dnia zwiedzilismy juz na wlasna reke kompleks swiatyn gorojacy nad miastem i kilka innych atrackji, po czym

przed galeria Sultana

ruszylismy dalej. Wybor padl na Taiping i Kuala Kangsar. W pierwszym zostalismy 2 dni, zwiedzalismy zielone tereny a koejnego dnia rano ruszylismy na Maxwell Hill. Wyjsc na szczyt niestety sie nie udalo, bo choc miejscowi i pani w informacji turystycznej zapewniala ze to jest 5 km pod gore – te informacje nie byly prawdziwe. po 3 godzinach dosc szybkiego marszu i wyprzedzaniu wszystkich miejscowych – musielimy zrezygnowac, bo nasze bagaze musielismy odebrac przez 13. Zlapalismy jeepa w dol, potem jeszcze jeden samochod do miasta i dotarlismy (jak zwykle) na za 10. Potem stwierdzilismy jednak, zeby zostac jedna noc dluzej w tym miejscu, wiec kolejnego stopa zlapalismy nastepnego dnia. Chwile zajelo wydostawanie sie piechota z miasta ale za to potem kierowca specjalnie dla nas nadlozyl 50km w jedna strone, zeby nas podwiesc na miejsce. Zapewnialismy, ze w Malezji naprawde stop dziala i nie ma takiej potrzeby, ale stwierdzil, ze i tak sie nudzi i nie ma co robic. Na miejsu glowna atrakcja byl palac Sultana i jego galeria. Wedlug miejscowych zrodel informacji – wartosc przedmiotow wyeksponowanych w owej galerii przekracza 100 milionow dolarow. Ciekawe wiec ile wynosi wartosc przedmiotow w palacu… W drodze powrotnej zlapala nas ulewa,

przed meczetem Sultana

schowalismy sie co prawda pod daszkiem, ale wiatr zacinal wiec i tak nasze rzeczy troche zmokly. W tym aparat, ktory zaczal sie dziwnie zachowywac, ale po wyschnieciu znow dzialal normalnie (do czasu). Rozbilismy sie na noc kolo kosciola, bo wszystkie tansze hotele w miescie byly zajete z niewiadomych przyczyn. Wieczorem spotkalismy pastora, ktory byl kryminalista i w wiezieniu nawrocil sie i zostal pastorem.

najlepsze Roti w Malezji podaja w Ipoh

Rankiem ruszylismy do Ipoh, miasta bardzo malo interesujacego, ale nasz host i jej przyjaciele uatrakcyjnili pobyt do maksimum. Nawet potem wrocilismy ponownie. Pierwszego dnia pojechalismy na grilla do innego CS hosta a na miejscu spotkala nas niespodzianka w postaci pary polsko-portugalskiej. Ostatniego rodaka spotkalismy gdzies na kambodzansko-tajskiej granicy, wiec fajnie bylo znowu porozmawiac w ojczystym jezyku. Kolejnego dnia zorganizowalismy wycieczke nad wodospady, wiec pokapalismy sie troche, poplywalismy, poskakalismy  i wrocilismy na kolacje do Ipoh. A kolacja byla przednia. Jedna z lepszych naszym zdaniem restauracji w Malezji serwujacych Roti Canai. Masa sosow do wyboru i wszystko podane na lisciach bananowca. Pycha…

Po paru dniach w Ipoh host wywiozl nas na dogodne miejsce do lapania stopa, w okolice bramek na autostradzie i pojechalismy do Kuala Lumpur. Z jednym kierowca. Podrzucil nas w samym centrum, kolo informacji turystycznej. Zaopatrzylismy sie wiec w mapy, informacjie co zwiedzic i po zostawieniu bagazy w hotelu ruszylismy na calodzienne zwiedzanie centrum. Pod koniec dnia skontaktowalismy sie z naszym malajsko-greckim znajomym poznanym w Portugalii podczas Erasmusa. Obronil tam dyplom z architektury, ale w zwiazku z kryzysem w tym malym kraju zdecydowal wrocic do korzeni i zaczac kariere w Malezji. Czekalo go masa probremow, formalnosci i papierologii, ale udalo sie i pracuje na 2 budowach w swoim wyuczonym zawodzie.

Przed przyjazdem do Kuala Lumpur dostalismy zaproszenie do Ambasady RP na spotkanie Wielknocne. Bylo mniej oficjalne niz Bozonarodzeniowe w Hanoi, ale dowiedzielismy sie, ze okolo 150 Polakow zyje w samej stolicy. Na miejscu spotkalismy tylko kilkanascie z nich, ale byla to dobra okazja do porozmawiania o zyciu w Malezji i nawiazaniu nowych znajomosci. Sprobowalismy tez pierogow i kilku innych tradycyjnych potraw przygotowanych glownie przez pracownikow Ambasady, po czym wrocilismy do Nora z kilkoma probkami polskiej kuchni.

W koncu w Kuala Lumpur zostalismy okolo tygodnia. Troche zwiedzalismy, troche odpoczywalismy w mieszkaniu. W dniu wyjazdu zeszlismy na dol na Roti Canai i znalezlismy bilety lotnicze do Kuching, na wschodnia wczesc Malezji za 30 zl. Zarezerwowalismy je za okolo miesiac i potem zacznelismy mniej wiecej planowac co i jak zwiedzic, bo pierwszy raz oprocz limitu dni wizy mielismy lot. Oczywiscie na lot prawie sie spoznilismy, ale na szczescie prawie robi roznice…

 

 

Po Kuala Lumpur pojechalismy do niebardzo znanej stolicy czyli Putrajaya. Co prawda wzielismy pociag zeby wydostac sie z tej metropolii bo bilet za miasto byl nie wiele tanszy od kikadziesiat kilometrow oddalonej Putrajayi.  A na miejscu zastalismy miasto wybudowane kilnanascie lat temu i sprawialo wrarzenie jak by bylo opuszczone. Ogolnie kompletnie nie polecamy, bo walorow turystycznych tam jak na lekarstwo a ceny jak na stolice przystalo – wyższe niż w Kuala Lumpur. Ale staralismy sie odwiedzac kazda stolice, wiec i do tej nieomieszkalismy zawitac…

wyborcza statua i rowery jako podziekowanie z gory za lojalne glosowanie

Pod wzgledami turystycznymi nudno, pod wzgledami kulinarnymi drogo, jedyne co nas pozytywnie zaskoczylo to kielbasa wyborcza… a raczej wyborcze rowery. Rzadzaca od 30! lat partia poczula sie zagrozona, bo pierwszy raz opozycja zaczela na plakatach i banerach wypominac korupcje i ludzie troche przejzeli na oczy… ale mozna te oczy zamydlic prezentami i tak na przyklad trafilo nam sie przy tej okazji para rowerow. niby nic specjalnego, produkcji chinskiej… ale jednak rower. przynajmniej kilkaset zlotych w hurcie kosztowal a w stolicy 2 tiry pelne takich rowerow. nie wiemy ile dokladnie sztuk bylo ale pare setek glosow mogli tym gestem sobie zaskarbic…

Jako, ze miasto nie specjalne i w pol dnia je zwiedzilismy to po wygraniu rowerow i zdeponowaniu w biurze informacji turystycznej do czasu odebrania przez kolege naszego kolegi – Nora z Kuala Lumpur postanowilismy ruszyc tego dnia dalej. Jak postanowili tak zrobili ale cel nasz -Melacca byl oddalony az o ok 150 km i pokonalismy moze polowe trasy. Kierowca wysadzil nas okolo 9 w nocy na ruchliwej drodze. Za bardzo nie chcielismy w nocy kontynuowac lapania stopa ale i z rozbiciem namiotu nie wygladalo ciekawie. Ale po chwili znalezlismy parking przy hotelu z kawalkiem trawy, wiec zapytalismy jakiegos

Melakka

parkingowego o pozwolenie. Zgodzil sie niechetnie, ale obiecalismy zlozyc sie z samego rana. Podczas rozbijania jednak podeszlo do nas dwojka kierowcow i zaproponowali spanie w autobusie. bo niby parkingowy sie zgodzil ale to przy ruchliwej drodze i policja moze robic problemy… albo zarzad hotelu cos bedzie mial do tego… wiec poszlismy do tych autobusow, tylko pozostalo wybrac odpowiednie miejsce do odpoczynku. Aga zaczela od razu od karimaty na podlodze a ja rozlozylem sie na 2 fotelach… ale po paru godzinach polozylem sie kolo Agi. Rano ok 6 kierowcy nas zbudzili, bo zaraz mieli kurs z bogatymi turystami, wiec podziekowalismy slicznie i ruszylismy w swoja strone. Na miejsce dotarlismy dosc sprawnie, a miasteczko bardzo fajne nas zaskoczylo, zadbane z imponujacymi iluminacjami. Pochodzilismy caly dzien a potem dostalimy zaproszenie od CS na noc. Potem jeszcze wspolna kolacja i zaproszenie na prawdziwy

oryginalne riksze

Malajski slub kolezanki, ale na polnocy czyli nie po naszej trasie. Podziekowalismy wiec i kolejnego dnia spakowalismy sie i przenieslismy do namiotu kolo historycznego kosciola. Tam po 2 nocach i jednym sniadaniu w niedzielny poranek z innymi wiernymi ruszyilismy dalej do Johor Bahru. Miasto zupelnie niespecjalne. Atrakcja bylo ZOO i Mia, corka gospodyni z CS jako nasza przewodniczka. Pare dni mimo wszystko spedzilismy czerpiac przyjemnosc ze wspolnych z gospodynia i jej corka obiadow , kolacji, zakupow, spacerow i zwiedzan.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s