Tajlandia cz.1

Na granice dojechalismy dosc sprawdnie, ale na miejscu okazalo sie juz nie tak fajnie. Zastala nas duuuuuuza kolejka ludzi na Tajskiej granicy. I co ciekawe a czego sie nie spodziewalismy – tu tez mozna bylo za 10 zl „kupic” szybsza odprawe bez czekania. My stalismy okolo 2 godzin, ale sporo niecierpiwych turystow (glownie z Chin) przewinelo sie poza kolejka. Ale nie ma tego zlego – poznalismy tam kolejnych polakow. Jedna para tez podrozowala po Azji, ale w tradycyjny sposob czyli samolotami i autobusami. A kolejna dziewczyna tez rzucila prace w Polce, zeby podrozowac przez kilka miesiecy w tym rejonie swiata. Okazalo sie, ze Marta i Michal tez jada do Austalii do pracy i tez im sie bardzo nie spieszy. W drodze od ponad pol roku i planuja jeszcze kilka miesiecy spedzic zanim zaczna zycie na serio w nowym kraju. Niestety maja nad nami ta przewage, ze Michal, jako informatyk – jest na liscie zawodow poszukiwanych i zarowno z wiza jak i pozwoleniem na prace bedzie im duzo latwiej. Ale sie nie przejmujemy i jedziemy dalej z mocna nadzieja, ze jakos i nam sie ulozy.

Po odstaniu swojego i przekroczeniu granicy troche nie tego sie spodziewalismy. Jakies to miasteczko przygraniczne bylo brudne i tloczne i mnostwo naganiaczy na taksi/busa/wymiane pieniedzy. Po przejscu po lokalnych restauracyjkach jedzenie tez tanie sie nie wydawalo. No wiec kupilismy na kolacje w sumermarkecie po zupce chinskiej z nadzieja, ze potem bedzie lepiej, bo w koncu duzo slyszelismy o pysznym i pikantnym tajskim jedzeniu.

Na lapanie stopa do Bangkoku bylo juz za pozno, bo za chwile sie mialo sciemnic, wiec z braku lepszych perspektyw udalismy sie na posterunek policji z zapytaniem o mozliwosc rozbicia namiotu na 1 noc. I tu tajska goscinnosc policyjna od razu dala sie we znaki. Pozwolili rozwic sie na przeciwko glownego wejscia na kawalku tranika, oslonieci dodatkowo zywoplotem. Zaproponowali tez przysznic, internet oraz podladowanie komputera. Skorzystalismy z wszystkich tych dogodnosci i po przespanej nocy ruszylismy na lapanie okazji do stolicy. I tu kolejne pozytywne zdziwienie, bo tak latwo juz dawno nam sie nie lapalo. Kolejni kierowcy zatrzymywali sie po maksymalnie 10 minutach i popoludniu bylismy na placu zwyciestwa, gdzie podrzucili nas kierowcy.

Tu pierwsze kroki skierowalismy do McD i darmowego internetu. Nikt z CS nie przyjal nas, wiec wyslalismy wiecej zapytan i zostawiwszy na chwile bagaze w hostelu rusyzlismy na zwiedzanie okolicy. Wstapilismy do jednej ze swiatyn buddyjskich z zapytaniem o mozliwosc rozbicia namiotu, ale po pol godziny rozmowy z mnichem mielismy zaproszenie do pokoju jego znajomej na 1 noc. Zaproszenie przyjelismy a znajoma poszla z nami na okoliczny market w celu polecenia czegos na kolacje. Mielismy do wyboru rybe albo zabe z poleconego przez nia stoiska, wiec zdecydowalismy sie na ta pierwsza opcje i do tej pory byla to najlepsza ryba jaka jedlismy. Kucharz dorzucil troche trawy cytrynowej, jakiejs pikanej przyprawy, skropil sokiem z cytryny i podal z ryzem. a to wszsytko za 2,5 zl. Na sniadanie poszlismy w to samo miejsce, ale bylo nie czynne, wiec ruszylismy na sprawdzenie poczty. Dostalismy zaproszenie na 1 noc od studenta medycyny, ktory planuje za pare miesiecy jechac do Europy i pojezdzic troche stopem, wiec jako ze mial duzo nauki mogl przyjac nas tylko na 1 noc, ale chcial posluchac o naszych przygodach i zasiegnac rad od bardziej doswiadczonych kolegow. Po milym wieczorze i rozmowach do pozna w nocy okazalo sie, ze przez nas zaspal na jakies poranne zajecia. Ale i tak na porzegnanie przyznal, ze bylo warto. Opuscilismy mieszkanie i ruszylismy do centrum handlowego zostawic bagaze, zwiedzic troche miasta a wieczorem mielismy zaproszenie do trzeciego z kolei gospodarza w tym miescie- Rosjanina mieszkajacego i pracujacego w Bangkoku. Na miejsce przyjechalismy wieczorem a Wladimir wlasnie wychodzil i tego wieoczora nie spedzilismy zbyt duzo czasu razem. Kolenego dnia doradzil jak najlepiej przemiescic sie do centrum i co zwiedzic, wiec posluchalismy rad doswiadczonego przewodnika rosyjskich turystow i tak tez uczynilismy.

Wieczorem do mieszkania zawital Francuz, Pascal, ktory z kolei mieszka i uczy francuskiego w Pekinie i przyjechal na Chinski Nowy Rok do Tajlandii. Szybko minelo kilka godzin wspolnych rozmow i wymiany pogladow na rozne kwestie i kolejnego dnia jeszcze zwiedzilismy reszte Bangkoku a pojutrze mielismy ruszyc na polnoc. Pierwsza miejscowosc to bylo Chiang Mai, fajne niezbyt duze miasteczko z klimatem. Goscil nas i kilkoro innych wietnamczykow rodowity Wietnamczyk, ale mieszkajacy i wyksztalcony w USA. Obecnie pracuje dla sil powietrznych USA w Tajskiej bazie. Ma oplacony domek na prywatnym osiedlu, gdzie po dotarciu przed brame i sprawdzeniu naszych tozsamosci – ochroniarze zawiezli nas meleksem pod same drzwi. Drugiego dnia poszlismy zwiedzac miasto i okazalo sie, ze Chinatown w tym miescie dziala na tyle preznie, ze z okazji Nowego Roku organizuja jakies koncerty i market z jedzeniem. Pierwszy raz przybylismy za wczesnie, a drugi za pozno, wiec trafilismy tyko na koncowke jakis wystepow i posluchalismy kilku Chinskich piosenek. Ale dzien wczesniej na nocnym markecie widzielismy parade smoka w towarzystwie kilkunastu bebnow. Wieczorem tez dojechala rodowita Chinka z 60 letnia mama. Byl to pierwszy i prawdopodobnie ostatni wyjazd zagraniczny mamy. Rano przygotowaly nam pyszne chiskie sniadanie, zeszlismy na gotowe i nawet nie pozwolily nam pozmywac naczyn. Wszystko bylo pyszne i przypominialo nam potrawy probowane w Chinach podczas wizyty pare miesiecy wczesniej. Kolejnego dnia zostalismy odwiezieni przez gospodarza w dogodne miejsce do lapania stopa i mielismy kierowac sie do Chiang Rai, kolejnej miesciny ale jeden z kierowcow zawiozl nas do Phayao i polecil ta miejscowoc na przystanek. Z propozycji skorzystalismy i przez popoludnie zwiedzilismy miasteczko, po czym za narada miejscowych rozbiismy namiot na trawniku przy jeziorze w srodku miasta. Rankiem po przebudzeniu i otworzeniu oczu zobaczylismy male twarze zagladajace przez okienko. Dzieci zaciekawily sie tym dziwnym tworem w srodku miasta i ciekawosc wygrala z niesmialoscia, zeby zajrzec kto jest w srodku. Na koniec napisaly nam literke T na siatce moskitery, po czym spakowalismy caly dobytek i ruszylismy do wczesniej zaplanowanego Chiang Rai. Tu nocny market byl glowna atrakcja, ale odwiedzilismy tez pare swiatyn i lokalnych atrakcji, po czym po 2 dniach ruszylismy w strone Laosu. Jeszcze na porzegnanie (tymczasowe) z Tajlandia zjedlismy po pysznej i pikantnej rybce z ryzem za 3 zlote i poszlismy na przejscie graniczne. Pieczatka wyjazdowa zostala przybita, po czym zostalismy wolani na jakas mala lodke za pare zlotych, ale popytalismy kierowcow ciezarowek czy nas nie zabiora i za 3 proba dostalismy zaproszenie do kabiny i przeplynelismy razem Mekong.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s