Kambodza

Tu juz na granicy zostalismy poproszeni o pare dolarow ekstra i tak np cena na wizie 20 dolarow, cena u celnika – $22. Mowimy, ze mamy tylko $20 i tu jest napisane $20 i przechodzi. Potem jakies badanie termometrem i wypelnianie papierkow, Aga ma 34.5, ja 35,7 stopni Celciusa, czyli wszystko w porzadku i tylko 4 dolary za fatyge. A my dalej swoje, ze nie mamy juz nic, bo na wize mielismy $20 ale wydalismy. Tez przeszlo. No to ciekawie sie zapowiada ta Kambodza.
Potem ruszyismy dalej i planowalismy jechac do Kampot, ale kierowca

witamy w Krabowni

podzucil nas od Kep i tam tez zostalismy przez 2 dni i jak potem sie okazalo bylo to jedno z najlepszych miejsc w Kambodzy. Kolejnym miastem byl wspomniany wczesniej Kampot, ale tam tylko 1 dzien zabawalismy, rozbilismy wieczorem namiot w centrum a najlepsza rzecza jaka pamietamy z tego miasta byl rewelacyjny szejk ze swierzych owocow za zlotowke.

Kolejna rocznica-miesiecznica zlapala nas w Kambodzy i swietowac nam przyszlo ja w jednej z najbardziej imprezowej miejsowosci – Sihanoukville. Po dotarciu na miejsce pochodzilismy okolo godzine w poszukiwaniu najtanszego lokum i po jego znalezieniu zaopatrzylismy sie w tequile. Zaczelismy w pokoju

mnisi tez lubia plaze

a potem przenieslismy sie na jedna impreze i potem jeszcze kilka mniejszych wzdluz plazy. Kolejnego dnia zjedlismy pizze na sniadanie i ruszylismy nad morze. Spacerem przeszlismy pare kilometrow wybrzezem do malego cypleka, ale zapach wody nie zachecal do kapieli. Wieczorem znalezlismy lokalny przysmak – banany zawijane w ryzu i lisciach bananowca i pieczone na grillu. Kupilismy porzadna ich porcje i kolejna noc spedzilismy w tym miescie.

Nastepnego dnia zdecydowalismy jechac do stolicy – Phnom Penh. Wyjazd z miasteczka byl mozliwy jedynie z kierowcami skuterkow. Pokazalismy wiec na mapie gdzie chcemy jechac wynegocjowalismy cene i ruszylismy we trojke z 2 duzymi i 1 malym bagazem. Kierowca w polowie drogi stwierdzil, ze jednak za ta cene mu sie nie oplaca jechac tak dalego, jednak wymoglismy na nim odwiezienie na miejsce za uzgodniana kwote. Dowiozl nas, ale nie byl zadowolony z tego kursu, a wszystko przez to, ze my dysponujac mapa widzielismy, ze wybral trzy razy dluzsza trase i nie sluchal naszych rad i wskazowek. Do stolicy dotarlismy potem kilkoma busami z firmami przewozowymi i do tej pory nie wiemy czy kierowca sie nad nami zlitowal i wzial nas za darmo czy jeden z pasazerow zalozyl za nasz bilet. Tak czy inaczej dotarlismy do tego duzego i w sumie niezbyt ciekawego miasta. Ostatni kierowca wspomnianego busa wyrzucil nas jakies 8 km od naszego hosta. Wynegocjowalismy wiec znowu cene za podwozke motorem na miejsce, ale temu kierowcy zaplacilismy z gory i juz po paru kilometrach stwierdzil ze dalej

wyprawa na miasto z naszymi hostami

nie jedzie, jezeli nie dolozymy drugie tyle. Po krotkiej wymanie zdan ruszylismy piechota do celu, zostalo tylko albo az 2-3 kilometry. Na miejscu przywitala nas para Bialorusinow – Denis i Alexia, ktorzy mieszkali od kilku miesiecy w tym miescie i Denis pracowal dla firmy telekomunikacyjnej. Przywitali nas pysznym bialoruskim, pysznym jedzeniem. Po obiedzie poszlismy na zwiedzanie miasta. Denis i dziewczyny na jednym skuterze, ja rowerkiem. Z ciekawszych rzeczy w miescie warte wspomnienia jest malzoleum zmarlego niedawno bylego krola, ktore to zostalo wybudowane specjalnie na ceremonie pogrzebu i potem ma zostac spalone razem ze zwlokami. Po kikugodiznnym zwiedzaniu miasta pojechalimy jeszcze na market po swierze mango oraz arbuza. Po kolacji poplywalismy chwile w basenie przyleglym do apartamentowca i po kolacji na balkonie poszlismy spac. Koleny dzien spedzilismy na leniuchowaniu i nic nie robieniu oprocz pysznego jedzenia i basenu.

zagubieni posrodku ruin Angkoru

Kolejnym miastem na naszej drodze i ostatnim w Kambodzy mial byc Siem Rep. To tu przyjezdzaja tlumnie turysci ogladac niesamowity kompleks swiatyn zwanych Angkor Wat. Na miesce dojechalismy z Kmerem obecnie mieszkajacym i studiujacym w Austalii wiec dowiedzielismy sie co nie co o naszym kraju docelowym. Wczesniej podwozke zapewnil kolejny busik przwozowy i znowu za darmo a jeszcze wczesniej Denis wywiozl nas skuterkiem na droge prowadzaca do naszego celu.
Suma sumarum na miejscu bylismy wieczorem i po przejsciu po kilku guest housach wszystkie tansze byly juz zajete. Na noc wybralismy wiec swiatynie niedaleko centrum. Kolejnego dnia zwiedzilismy miasteczko i dowiedzielismy sie jak najlepiej zorganizowac wyjazd do Swiatyn. Na jednym bilecie jednodniowym mozna de facto wejsc dwa razy. Raz na zachod slonca czyli od 5 wieczorem a drugi raz rano od rowniez od 5. Wiec i tak zrobilismy. Na

ostatnia kolacja w Kambodzy, a wszystko podane na ekologicznych talezach z lisci bananowca

zakonczenie Kambodzy Angkor okazal sie najelpszym miejscem i w sumie spedzilismy tam 5 dni. Spotkalismy tez na chwile dawno nie widzianych Szwajcarow i ruszylismy do kolejnego pieknego kraju „usmiechu”, czyli Tajlandii.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kambodza. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s