CHINYYYYYY

Jeżeli wspomnieliśmy, że o gościnności Gruzinów można napisać książkę  to na opis Chin, w których spędziliśmy miesiąc – pewnie z kilka tomów mogło by powstać. Ale żeby nie przynudzać skrócimy i postaramy się opisać najważniejsze historie, które spotkały nas w Państwie Środka.

piekne gory na polnocy Chin

Nasza podróż we 3 miała się dobrze, po przekroczniu granicy w jednym tirze celnicy rozdzili nas na 2 samochody i spotkaliśmy się ponownie na formalnej granicy 200 km dalej. Tu spotkaliśmy kolejnego stopowicza, ale my dalej nie chcieliśmy sie rozdzielać i chwilę spędziliśmy aż złapaliśmy 2 kierowców na tan sam parking przed Kaszgarem. Tam też wzieliśmy mały nieoświetlony motorek, który zawiózł nas na obwodnicę miasta a stamtąd taksówka do hostelu, gdzie my mieliśmy hosta a Kioko zapłaciła ok. 7 zlotych za noc. Następnego dnia postanowiliśmy odkryć te Chiny o których tyle słyszeliśmy. Poszliśmy razem na zwiedzenia miasta, probowanie lokalnych potraw i odkrywanie tej kultury. Pierwsze wrażenia są do nieopisania. Cały dzień chodziliśmy i próbowaliśmy czegoś nowego. Potem kolejna noc w hostelu, gdzie spotkaliśmy innych stopowiczów z Niemiec. Kolejny dzień postanowiliśmy udać się do biura przedłużającego wizy, bo sądziliśmy, że nasze 15 dni są niewystarczające. Pan z owego biura odesłał nas z kwitkiem, bo wizę można przedłużyć jedynie parę dni przed jej końcem, więc jeszcze nie teraz. Pochodziliśmy jeszcze potem po mieście i spróbowaliśmy innych potraw, których wczoraj nie spróbowaliśmy.

miasto ladniejsze bylo w nocy niz w dzien

Po kolejnej i ostatnej nocy w tym mieście pojechaliśmy dalej do Turfanu, poleconego przez innych. Kioko pomogła napisać nam list, który tłumaczył kierowcom o co nam chodzi, że chcemy podjechać kawałek w kierunku…. i broń boże nie chcemy jechać na dworzec autobusowy ani kolejowy, ale i tak nieraz kierowcy wiedzieli lepiej i pare razy nas na owe zawieźli.

Ruszyliśmy więc i po 2 dniach dotarliśmy do celu oddalonego o ponad 1000 km. Ostatni kierowca, który nas wwiozł do miasta załatwił nam znajomego, który miał nam pomóc znależć tani nocleg. Wszystkie hotele które wybierał były dość drogie i ostatni do którego się skierowaliśmy rówenież na tani nie wyglądał. Do tej pory nie wiemy jak i co ale okazało się, że się zgodzili za 25 złotych w hotelu 3 gwiazdkowym. Miasto nic ciekawego nie

dzieciaki chodza z golymi pupami i dziura w spodniach aby mogly zalatwic sie w kazdej chwili i dowolnym miejscu

oferowało, oprócz pysznych potraw. Te oto potrawy prosto z ulicy przyczyniły się do pierwszych problemów żołądkowych w tej podrozy. Cały kolejny dzień spędzilismy  wypoczywając i gdy trochę wydobrzałem ruszyliśmy do największej atrakcji w mieście, którą była świątynia ale wymagany był zakup biletu więc wróciliśmy. Po kolejnej nocy ruszyliśmy dalej na południe.

Tym razem los rzucil nas do Lanzhou, ktore podobno jest najbardziej zanieczyszczonym miastem w Chinach a wiec prawdopodobnie takze najbardziej zanieczyszczonym miastem na swiecie. Ale oferowalo ciekawy i piekny kompleks swiatyn, ktore zwiedzalismy caly dzien. Wieczorem poszlismy do restauracji obok mieszkania naszych gospodarzy. Byli oni

podobno drugiej strony ulicy tu czasami nie widac, o drugej strony rzeki zoltej nie wspominajac…

wolontariuszami z korpusu pokoju i przez 2,5 roku mieli kontrakt aby pracowac jako nauczycie angielskiego. Los rzucil ich do tego miasta i tam musieli mieszkac i truc sie przez te kilka lat. Powiedzieli np, ze jestesmy szczesciarzami, bo mozemy zobaczyc druga strone ulicy a czasem smog jest tak duzy ze nawet ogranicza pole widzenia do paru metrow.

Wieczorem poszlismy do poleconej przez nich knajpki i mielismy jedna z najlepszych potraw do tej pory. Nastepnego dnia pochodzilismy jeszcze troche po miescie i na kolacje wybralismy tym razem podobno lokalny specjal (ktory potem z latwoscia mozna bylo znalezc w innych czesciach Chin a nawet poza nimi) czyli makaron z wolowina, podane w wywarze warzywnym. Niby nic nadzwyczajnego, ale smakowalo nam bardzo… Najlepsza czescia przygotowania byl sam moment robienia tego makaronu, bo polegalo to na rozciaganiu jednego kawalka ciasta i owijania i rozciagania i owijania az do osiagniecia gruboscia przypominajace ugotowane spagetti.

rzezby w drewnie czasami robili naprawde niesamowite

Kolejnego dnia zebralismy sie kolo poudnia i ruszylismy zgodnie ze wskazowkami hitchwiki autobusem, ktory mial nas zawiesc pod branki na autosrade. Gdy dojechalismy na ostatni przystanek i nawet okolicy bramek to nie przypominalo postanowilismy podejsc do jednego z okolicznych biur i zapytac o droge. Google tlumacz i google mapy przyszly nam z pomoca i okazalo sie ze jedna z pan w biurze zamiast napisac nam numery autobusow i ewentualne przystanki zeby pokazac ludziom na ktorych mamy wysiasc – postanowila dla swietego spokoju pojechac z nami az pod same bramki. Tak tez sie stalo, po czym pozegnalismy sie i po chwili mielismy podwozke .

Kolejna miejscowoscia bylo Xian, wiec z uwagi na odleglosc jeszcze jenda noc po drodze zostaismy w hostelu. Nastepnego dnia od rana kontynuowalismy i wieczorem dojechalismy do Xian. Gospodyni okazala sie swiezo upieczona absolwenta filologii chinskiej, ktora nie mogla chwilowo znalezc pracy i podrozowala w miare mozliwosci. Mieszkala z mama, ktora nie znala ani slowa po angielsku ale byli jednymi z lepszych gospodarzy ktorych mielismy. Zaraz po przyjezdzie zostalismy zaproszeni na tutejsze specjaly i jakiez bylo nasze

jedni z najlepszych hostow w Chinach

zdziwienie gdy dostlismy zupe z pierogami. No moze farsz i smak byl troche inny od naszych „ruskich” ale po tylu miesiacach podrozy ze wszystkch polskich specjalow – za tym tesknilismy najbardziej. Takze zjedlismy ze smakiem a wieczorem kontynuowailsmy rozmowy przy ciastku i kawie.

Rano pojechalismy do slynnej terakotowej armii, ktora faktycznie robi wrazenie.  Spedzilsmy tam klka dobrych godzin a potem gdy wrocilismy do miasta Lin spotkala sie z nami i oprowadzila po kilku ciekawych atrakcjach. Na kolacje obowiazkowe pierogi i po powrocie do domu chcielismy dowiedziec sie w sytuacji przedluzania wiz. Okzalo sie ze jest weekend i przeluzyc nie bedzie mozna przez 2 dni a wiza konczyla sie za 3. Zakladajac ze proces przedluzania  w roznych miastach trwa roznie, ale z reguly 2-3 dni, wiec nie bylo innej mozliwosci jak uciekac na poludnie do Shenzen a potem do Hong Kongu. Tak tez zrobilismy, kupilismy jeszcze jakims cudem bilety na dzisiejszy pociag i mielismy jechac 30 godzin do Shenzen na tzw. Twardych siedzeniach. Sa to najtansze ale i najciekawsze miesca, bo liczba i rodzaj ludzi jakich tam mozna spotkac jest niebywala. W tych przedzialach sprzedawane sa tez miejsca stojace i czasami jak tym stojacym sie nie chce stac to wciasna sie na 4 albo 5 na fotel. Albo jeszcze inni polaza sie pod siedzeniami i stolikami czyli doslownie pod Twoimi nogami. Regula jest w calych Chinach, ze harkaja, pluja i siorbaja w publicznych miejscach i czym glosniej tym lepiej. Wiec 30 godzin z nimi wszystkimi jedzacymi co chwile chinskie zupki, przegryzane kawalkiem kurczaka albo kurzej lapki, tudziez swinskiego ucha – to bylo na prawde za duzo. Wysiedlismy nad ranem szczesliwi i baaaaaaardzo zmeczeni bo swiatel sie tam nie gasilo a pasazerowie przysiadali sie i wysiadali co pare godzin, wiec porzadnie zasnac sie nie dalo. Melismy czas do wieczora, wiec ruszylismy na zwiedzanie tego miasta, ktore zaskoczylo nas iloscia zielieni. Roznych parkow, skwerkow albo po prostu drzew przy chodnikach mozna bylo ogladac co chwile. Po calym dniu na miescie, ktore niczym specjalnym nie zachwyca wyruszylismy w strone Hong Kongu a tam to bylo naprawde wielkie WWOOOOOOWWWW…

zdjecia i opisy nie sa w stanie wybobyc nawet odrobiny kwintesencji tego pociagu

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s