Kirgistan

Z Almat do Biszkeku przyjechaliśmy dość szybko, ale pogoda nie dopisywała w ogóle. Pierwszej nocy spadło naprawdę dużo śniegu i początkowo wyglądało fajnie i ładnie, ale po chwili to się zmieniło gdy zaczął się roztapiać….. Podróż w góry w tych warunkach odpadała, więc postanowiliśmy pojechać na południe do Oszu.

Gdy zaczęliśmy poszukiwania transportu okazało się, że przez opady śniegu własnie,

Niemcy jako wolontariusze w Kirgistanie w roli gospodarzy

autobusy nie jeżdżą bo ślisko i stromo iiiiii jedyną opcją była droga opcja, czyli dzielona taksówka. Po dłuższych poszukiwaniach okazało się nawet, że można znaleźć tańszego busika transportowego, ale i tak postanowiliśmy spróbować autostopu bo i tak te taksówki i busiki muszą tamtędy jechać. Jak więc nic nie złapiemy przez parę godzin to wtedy skorzystamy. Faktycznie kilka samochodów się zatrzymało, ale nawet kierowcy ciężarówek chcieli pieniądze wiec po tych paru godzinach faktycznie zrezygnowaliśmy i wzięliśmy taksówkę ale cenę wynegocjowaliśmy do 1/4 proponowanej w Biszkeku.

nie mieliśmy okazji dluzej porozmawiac, bo akurat zatrzymala nam sie taksowka, ale dowiedzielismy sie ze para koreanczykow i australijczyk tez jada do Osz. tylko nam zajmie to 4-5 godzin a im conajmniej tydzien

Na miejsce dojechaliśmy po północy, więc nasi hości już spali  i nie chcąc ich budzić, wzięliśmy hostel, który znajdował się w mieszkaniu na klatce obok. Tam poznaliśmy 5 Japończyków, którzy podróżując całkiem niezależnie od siebie spotkali się w tym hostelu i w tym mieście. My następnego dnia wymeldowaliśmy się z hostelu i poszliśmy klatkę obok do gospodarzy.

Zamiast Rosjanina i Japonki, których profil widniał na Couchsurfingu przywitało nas 2 Francuzów. Długa historia, ale w skrócie Roma i Mika wystartowali autostopem kilka miesięcy wcześniej z Japonii i w Kirgistanie zrobili sobie mały postój na odpoczynek i załatwianie jakiś formalności z wizami do Iranu. Sąsiedzi z hostelu nie lubieli ich bardzo, bo potrafili przychodzić i namawiać gości na darmową kanapę zamiast niedrogiego hostelu.

przepis na zajebisty wieczor: hosci, ktorzy nie sa normalnie hostami plus serferzy, ktorzy sa normalnie serferami plus ekipa japonczykow z hostelu obok gotujaca kolacje

Quantin i Aurelio natomiast wyruszyli z Francji w podobnym czasie co my z Polski, tylko jeden autostopem a drugi rowerem. Spotkali się na slynnym i wpomnianym w porzednich postach statku z Azerbejdzanu do Kazachstanu i postanowili podrozowac razem. Quentin kupil uzywany rower po przeplynieciu morza Kaspijskiego i zaczeli jechać przez okoliczne …stany jak np. Kazachstan, Uzbekistan i w Kirgistanie poznali Rome i Mike. Role sie odwrocily, Francuzi oddali swoje rowery a Roma i Mika list autostopowicza niezbedny w Chinach i jako ze czynsz byl oplacony do konca miesiaca to tymczasowa role gospodarzy przejeli chlopaki.

 

Na wieczór zaprosiliśmy poznanych Japończyków, ktorzy przygotowali nam Japońską wersję placków ziemniaczanych z jajkiem i parówk. Ciekawie i zabawnie minęło kilka godzin i tak na przyklad jeden z Japończyków dowiedział się, że w Kirgistnaie może porwać dziewczynę na ulicy i ta ma obowiązak zostać jego żoną. Zadeklarowal sie, żę zamierza z tego przywileju niezwłocznie skorzystać . Kolejnego dnia my przygotowaliśmy pizze a Francuzi gnochhi czyli nasze kopytka i kolejny wieczór skończył się obradami do późna.

W trakcie rozmowy jedyna Japonka stwierdziła, że nigdy nie probowala autostopa a ze bilet autobusowy stasznie drogi, bo tylko jedna firma jezdzi na tej trasie to następnego dnia będzie chciała z nami sprobowac złapać stopa. Na początku było dość ciężko, bo mimo, że samochody się zatrzymywały to nie miały miejsca na 3 osoby. Potem złapaliśmy cięzarówkę wieć kilkadziesiąt kilometrów spędziliśy na pace. Kilka pierwszych godzin było znosne, ale czym wyżej tym zimniej a praktycznie na najwyzszym punkcie tej drogi zaczela sie burza sniezna. Wyjelismy wiec wszystkie ubrania, karimaty i spiwory i zaczęliśmy się okrywać wszystkim czym mieliśmy.

zimno niemilosiernie

…ale widoki nieziemskie

W Starym Taszu kierowca wyrzucił nas kolo małego domku z niewielu w tej wiosce za to z wielu oferujących ciepłą herbatę, chleb i nawet nocleg. Do zachodu zostało jeszcze trochę czasu, więc postanowiliśmy probować jeszcze coś złąpać i jak by się nie udało to zostajemy. Ze względu na zimno – łapaliśmy w systemie zmianowym. Jedna osoba łapała przez 10 minut a 2 grzały się w ciepłej chacie. Tak kilka zmian aż w końcu udało się. Dojechaliśmy gdy granica była już zamknięta więc przepsaliśmy tą noc w jednym z baraków i następnego dnia rano przekroczyliśmy kolejną granicę na naszej drodze.

A Chiny to dopiero historia….

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Kirgistan i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s