Kazachstan cz.2

Na wize mielismy czekac tydzien, a Astana sama w sobie była mało ciekawa. Dodatkowo zimno, deszcz i snieg zniechęcały nas do wychodzenia z mieszkania a tym bardziej oddalania się z miasta. Wieczorami mieliśmy ciekawe rozmowy z hostem, który pracuje w Kazachskiej Agencji Kosmicznej a przy okazji odwiedzliśmy parę razy  Ola, polaka, który wprowadził się do Astany przed paroma dniami i gościł poznane na promie Niemki, które jadąc pociągami dotrały 1 dzień po nas.

Chwila prawdy nadeszla, więc wybraliśmy się rano we 4 do ambasady. My po odbior naszej wizy a dziewczyny po raz 3 chciały o nią zaaplikować, bo za pierwszym razem nie miały jakiegoś dokumentu, za drugim nawet nie dostały się do środka po odczekaniu 7 godzin na mrozie i teraz  pewnie tez by sie nie dostaly, mimo, ze wstaly tego dnia o 4 zeby przy sporym mrozie isc pod ambasade i zapisac sie na liste kolejkowa. Okazalo sie, ze o tej godiznie na wyzej wspomnianej liscie mialy numer kolo 30 a tylko 25 osob srednio wchodzilo do srodka. Jednak jakoś razem spróbowaliśmy sposób „na odbiór wizy” my pomachalismy karteczka z ambasady o numerze rachunku do wplaty a dziewcznynom porzyczylismy sam druk z banku – zadzialalo. My dostaliśmy wizę 2 wjazdy po 15 dni kazdy, a dziewczynom przyjęli dokumenty i potem spędziły dodatkowy tydzień czekając na odbiór. A my po raz pierwszy  w tej pdrózy wzieliśmy pociąg, bo mróz i snieg nie skłaniały do stopowania.

Do Almat dotarliśmy o 5 rano, gdy pojechaliśmy do naszego hosta była to prywatna szkoła angielskiego, którą prowadziła z pomocą przyjaciół i Couchsurferów. Ciekawy pomysł i sporo klientów z tego co zauważylismy. Spotkaliśmy tam też rodaków, którzy już wracali do kraju po 8 miesiącach podrózy. Poszliśmy na parę piwek, wymieniliśmy się doświadczeniami, radami gdzie co i jak. Im tez Kazachstan nie zapadl milo w pamieci, bo następnego dnia po raz 3 próbowali wylecieć do Kijowa. Wczesniej linie lotnicze przekladaly wylot a potem okazalo sie, ze na kawalku papierka maja date, ktora byla zgodna z pierwszym planowanym wylotem. Maly swistek papieru, gdzie wystarczylo to zamazac i napisac nowa, ale nie spodziewali sie, ze bedzie z tego taki problem -a byl. Bagaze byly juz w samolocie a celnik nie dosc ze ich nie wypuscil to jeszcze musieli zaplacic mandat i kupic bilet na kolejny samolot. Od razu przypomnialy sie slowa tureckiego kierowcy, ze Kazach problem.

My zostaliśmy tam jeszczę pare dni i poszliśmy na trekking w góry do podobno pięknego jeziora, Kupiliśmy prowiant, wodę, wizieliśmy butle z gazem i jakies naczynia do zagotowania wody na herbatę. Jezioro faktycznie piękne, ale leżało trochę dalej niż nasi miejscowi przewodnicy twierdzili i po trudach wspinaczki i ognisku z kiełbaskami, herbacie z wkładką, zaczęliśmy wracać. Noc złapała nas dość szybko, ostatni autobus uciekł, więc zaczęliśmy stopować. Jako, że grupa była spora bo z 10 ludzi to rozdzieliliśmy się ostatecznie na 3 grupy i wszyscy spotkaliśmy się na miejscu w szkole jezykowej.

Rano spakowaliśmy się i mieliśmy rozsterkę czy jechać do Kirgistanu, gdzie od tego roku nie potrzebujemy wiz czy bezpośrednio do Chin. Padło na to pierwsze, więc ruszyliśmy na południe do stolicy – Bishkeku.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s