Kazachstan cz1

Przybiliśmy do Aktau po około 24 godzinach podróży, na odprawie pierwsze i nie ostatnie problemy w tym kraju. Wysiadły im 2 komputery stacjonarne i czekaliśmy parę godzin na celniczkę z laptopem i przenosnym skanerem paszportow. Po odprawie ruszylismy do miasta. Stop zabrał nas praktycznie od razu a kierowca kupił nam karte sim i mieliśmy się spotkać ponownie wieczorem. Pochodziliśmy trochę i popytaliśmy miejscowych o możliwość rozbicia namiotu. Dość sceptycznie byli nastawieni do tego pomyslu, ale gdy się w końcu udało kogoś znaleźć to zadzwoniliśmy do naszego poprzedniego kierowcy. On wział nas na wycieczkę po mieście, pokazał kilka ciekawych zakątków i potem gdy dowiedział się, że nocleg będziemy mieli w namiocie zaprosił nas do swojej remontowanej restauracji i noc spędziliśmy z Uzbeckim stróżem, z którym dzieliliśmy mały pokoik, ale dostaliśmy małą kolację po czym  poszliśmy spać.

Następny dzień spędziliśmy na poszukiwaniu transportu do Astany, poszlismy na parking TIRów, ale nic akurat nie jechało, wiec ruszylismy do secondhandow, bo na północy miała być zima. Gdy znaleźliśmy jeden z ciekawym asortymentem gdzie wybraliśmy kilka rzeczy i już miało dość do płacenia wyszło ponad 500 zł. Jak się potem okazało secondhandy tam są traktowane jako dobra luksusowe, gdize moznal znaleźć dobre zachodnie marki w cenach nowych ale chińskich.

Wieczorem była kolejna miesięcznica naszej podróży, wieć podziękowaliśmy za nocleg w tym pokoju i zapytaliśmy o możliwość rozbicia namiotu obok restauracji. Dostaliśmy pozwolenie w namiocie piwnym obok, gdzie tez spedzilismy mily wieczor. Kolejnego dnia rano wyruszyliśmy busem z miasta okolo 30 kilometrow a potem ku naszemu wielkiemu zdziwieniu i radości konwój 3 tureckich TIRów nadjechał i nie inaczej, jak wzieli nas ze soba. Spędziliśmy rekordowe w naszej podrozy 3 dni i 3 noce i ok 1500 km w jednym z samochodów. Chłopaki zapewnili nam 3 posiłki dziennie i kilka przerw na herbatę. Mimo, ze nie mowilismy wspolnym jezykiem jakos czesto znalazly sie tematy do rozmowy przez cala droge. Ulubionym powiedzeniem Osmana bylo „ekmek yok, tuvalet yok, parking yok, yol yok – Kazach problem” czyli w wolnym tlumaczeniu nie maja dobrego jedzenia, toalet przy drogach, parkingow a przede wszystkim drog – Kazachstan problem. Faktycznie przez ok 24 godziny jechalismy jakimis utwardzonymi drogami klasy zerowej ze srednia predkoscia 20 km/h i nic oprocz kurzu i stepow nie bylo na horyzoncie.

Gdy nasze trasy miały się rozdzielić podzieliliśmy się uściskami, pozdrownieniami, Osman dostal od nas male maskotki i z lezka w oku ruszyliśmy dalej. Do Astany jechaliśmy jeszcze kolejne 2 dni i koło północy zmordowani dotarliśmy do hosta i ucieszyliśmy się niezmiernie z takich prostych przybytków jak łóżko czy prysznic.

Kolejnego dnia zaczęliśmy poszukiwania ambasady Chińskiej w celu rozpoznania sytuacji ubiegania się o wizę. Pierwsze wrażeni po wyjściu stamtąd było „ja pierdole”. Dosłownie, wymagali rezerwacj hotelu, biletu do i z Chińskiej Republiki Ludowej, zaproszenia, fotografii zgodnej z szablonem i kilku innych mniej ważnych rzezczy. Zaczelismy od odwiedzenia biura podroży, w którym może podpowiedzieli by czy ktoś zajmuje się tu organizowaniem wiz, jak to  miało miejsce w przypadku Azerskiej wizy w Tibilisi. Owszem, były biura organizujące –  ale tylko miejscowym, więc zaczęliśmy kombinować na własną ręke. Załatwiliśmy rezerwację lotów w biurze podróży, która anulowała się automatycznie po 24 godzinach, rezerwacje hoteli przez stronę internetową, którą można było anulować nawet ostatniego dnia przed przyjazdem bez żadnych opłat i zrobiliśmy nowe zdjęcia zgodnie z wymogami. Zaproszenia nie udało się załatwić, bo to w końcu nasz pierwszy raz  w tym państwie i nikogo nie znaliśmy. Z kompletem dokumentów udaliśmy się następnego roboczego dnia ambasady i po chwili czekania na mrozie z grupą Kazachów udało nam się dostać do ciepłego środka. Na miejscu pan przyjmujący dokumenty przyczepił się do rezerwacji lotów zamiast biletów. Tłumaczyliśmy, że narazie mamy rezerwację bo nie wiadomo czy wizę dostatniemy i jak dostaniemy to kupimy. Poszedł na parę minut skonsultować się z kimś i wrocił z tymi słowy „dopóki nie zobaczę tu biletu lotniczego nie mogę przyjąć tych dokumentów”.  Popatrzylismy tylko na siebie i pomyśleliśmy, że z Chinami trzeba się tym razem pożegnać. Ale podjęliśmy ostatnią próbę: że jest pieczątka biura podróży, że bilety drogie a wiza niepewna, że już hotel zarezerwawany, po czym zabrał dokumenty, wypisał kwitek do zapłaty i powiedział, że mamy się zgłosić za tydzień. WOW, udało się…

PS. z przyczyn nam blizej nieznanych i niezbadanych zdjec z Kazachstanu nie ma prawie wcale. Nie wiadomo co się stało ale na dysku ich nie ma, ale raczej na pewno zniknely bezpowrotnie… .

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s