Azerbejdżan cz.2

Mimo, że z kacem ruszyliśmy dalej i tam kolejna przygoda. Zazwyczaj w Azerbejdżanie pytaliśmy gdy ktoś się zatrzymał, że my chcemy jechać tu i tu ale BEZPLATNO. Zazwyczaj… ten jeden raz nie powiedzieliśmy i kierowca okazał się być taksówkarzem. Podwiózł nas do centrum Sheki i gdy tłumaczyliśmy mu na migi i naszym słabym rosyjskim, że nie mamy pieniędzy i że i tak jechał w tym kierunku on poszedł po posiłki do baru obok. Tam na jego nieszczęście anglojęzyczny kelner usłyszał naszą wersję i kierowca odjechał bez zapłaty a my dostaliśmy zaproszenie na herbatę a potem regionalne danie, coś a la nasze łazanki. Mało tego, dostaliśmy tez zaproszenie na nocleg w tej restauracji. Zwiedziliśmy całe niezbyt duże miasto i po powrocie o umówionej porze do restauracji okazało się, że jednak pojedziemy do domu jednego z kelnerów. Tam czekała na nas jego mama, żona i kilkumiesięczna córeczka oraz pyszna kolacja. Na pożegnanie dostaliśmy od nich rano maskotkę i odwieźli nas na drogę do Baku. Podróż szła w miarę dobrze do Ismaili, miejscowości w połowie drogi. Nie mogliśmy przez chwilę złapać nikogo więc siedliśmy pod drzewem na 2 śniadanie. Podeszło do nas 3 gości i mówią, że oni jadą do Baku tylko jeszcze wcześniej na chwilę  podjadą w kierunku z którego przyjechaliśmy – na kawę. Coś nasza intuicja się zaczęła odzywać, gdy zamiast kawy zrobił się piknik zakrapiany wódką jedną a potem kolejną. Po kilku godzinach piknikowania, wspólnych tańców i zabawy zrobiło się późno a my zamiast być w trasie pojechaliśmy do sklepu po kolejne butelki i to przechyliło szale. Wysiedliśmy z samochodu, wzięliśmy bagaże i podeszliśmy do stojącego obok samochodu i poprosiliśmy kierowcę o podrzucenie nas parę kilometrów dalej. Wywiązała się konwersacja z naszymi niedoszłymi przyszłymi towarzyszami podroży do Baku i po  chwili dostaliśmy zaproszenie do motelu na koszt nowego kierowcy. Tam kolejna impreza i znowu zakrapiana i rano kolejny syndrom dnia poprzedniego ale już nie tak zły jak 2 dni wcześniej. W końcu dotarliśmy do Baku odebraliśmy wizę i wystarczyło tylko złapać statek do Kazachstanu. Poznaliśmy też 2 Niemki  które czekały na ten statek i które też stopowały z Europy. Na pierwsze spotkanie wzięliśmy samą kartę kredytową, w razie gdyby chciały iść na jakieś piwo lub coś do jedzenia. Na piwo nie poszliśmy a po kilkudziesięciu minutach rozmowy postanowiliśmy wracać i spotkać się ponownie jutro. Po powrocie do domu karty kredytowej nie było w kieszeni w której Aga ją poprzednio umieściła. Pobiegłem jeszcze raz tą samą trasą, następnego dnia poszliśmy jeszcze raz powoli razem i dalej nic. Oferty Azerskich banków nie były ciekawe więc już myśleliśmy o różnych wariantach rozwiązania, w tym wyrobieniu karty w Polsce na rodzeństwo i wysłaniu ich do ambasady w następnym kraju. W międzyczasie poszliśmy do Polskiej Ambasady, a nóż widelec ktoś znalazł, zobaczył POLSKA i zaniósł właśnie tam.  Okazało się, że owszem ktoś znalazł, zadzwonił ale ambasada spisała tylko dane i zadzwoniła do Polski aby ją zablokować. Pomyśleliśmy, że jeszcze może nic straconego i od razu zadzwoniliśmy do znalazcy, umówiliśmy się w centrum i kupiliśmy wino za znaleźne. Okazało się wszystko w porządku, karta nie była zablokowana, wina znalazca nie chciał ale mu wcisnęliśmy i zakończyło się happy endem. Następnego dnia odpowiedź w porcie była „maybe today, 50% tomorrow’ na pytanie o statek, kolejnego dnia sytuacja się powtórzyła wiec musieliśmy zmienić hosta, bo statek nie wiadomo kiedy będzie a Steve chciał wyjechać na weekend. Zmieniliśmy gospodarza na tego samego co Niemki -Irańczyka studiującego medycynę w Baku i mieliśmy ciekawy wieczór wypełniony do późna opowieściami o Iranie, toaletach i kilku innych ciekawych tematach.. Rano Farshid zadzwonił do portu i okazało się, że będą dzisiaj 2 statki i miła pani powiedziała,  żebyśmy przyszli jak chcemy i najlepiej się pospieszyć. Ruszyliśmy więc autobusem, potem trochę piechotą, szybkie wypisywanie biletów, bieg na odprawę iiiiiii 3 lub 4 godziny oczekiwania na wypłynięcie. Dostaliśmy we 4 miejsce w „salonie”, bo za prywatną kajutę trzeba dopłacić i ruszyliśmy przez największe jezioro Świata. Wieczorem jako, że byliśmy jedynymi turystami dostaliśmy od załogi zaproszenie na prysznic w ich kajutach a potem wywiązała się spora imprezka w kajucie bosmana  która przeniosła się potem na mostek kapitański. W tej miłej atmosferze w towarzystwie litrów wina, wódki, czaczy i jeszcze jakiegoś bimbru minęło nam połowa podróży przez Morze Kaspijskie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Azerbejdżan i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s