Gruzja cz 1

Po przekroczeniu granicy stanęliśmy na drodze do Batumi i od razu odczuliśmy zmianę kraju i zamiast 2 minut musieliśmy czekać około 40. Na miejscu też nie znaleźliśmy hosta, z czym we wcześniejszej Turcji nie było żadnego problemu… Dotarliśmy wiec do miasta, które jest podzielone na 2 zupełnie rożne strefy. Nad wybrzeżem jest kurort z palmami, deptakiem, hotelami i restauracjami, ale zagłębiając się dalej można zastać popękane chodniki (albo czasem ich brak), domy, które są ruderami i nijak nie pasują do tych Mariotów i Hitonów parę kilometrów dalej.

W międzyczasie spotkaliśmy Słowaka, który przyjechał do Batumi po Irańską wizę, bo tu podobno najłatwiej ją zdobyć.  Nie mógł wprost uwierzyć  jak powiedzieliśmy, że tym razem do Iranu jechać nie planujemy. Cały czas powtarzał,  że nie możliwe jest dla niego przejechać taki kawal drogi, być w okolicy Iranu i tak nie pojechać,  ale my mieliśmy inne plany i chcieliśmy zdąrzyć przed zimą w Azji centralnej, co nie do końca się udało (ale o tym w dalszych postach z wizyty w Kazachstanie, Kirgistanie i Chinach).  Na pewno kiedyś tam pojedziemy, ale jeszcze nie teraz.

Po nocy spędzonej w namiocie kolo wierzy alfabetycznej rano ruszyliśmy w dalszą drogę i tu pojawiły się kolejne problemy ze złapaniem stopa… do czasu, aż nadjechał turecki kierowca. Wyjechaliśmy z tego autostopowego raju, ale kierowcy ciężarówek są też poza jego granicami ( o tym tez w dalszych częściach dotyczących Azerbejdżanu i Kazachstanu). Wziął nas do swojej kabiny z wypasionym sprzętem audio-wideo i zaoferował podwózkę do samego Tbilisi  Po drodze przyrządził jedno z naszych ulubionych tureckich dań – kujmak a, że dojechaliśmy do stolicy dość późno w nocy zaoferował nocleg w kabinie na strzeżonym parkingu. Następnego dnia rano zjedliśmy wspólnie śniadanie i na pożegnanie dostaliśmy od niego szalik ulubionej drużyny oraz scyzoryk. On pojechał dalej do Azerbejdżanu  a my po chwili złapaliśmy stopa do centrum a stamtąd taksówką do hosta.

Tu można by napisać książkę jak przyjaznym i imprezowym narodem są Gruzini. Gdy przyjechaliśmy do nich to gospodarz z kolega mieli widoczne oznaki wczorajszej imprezy. Musieli jednak iść do pracy, wiec wieczorem, gdy wrócili zorganizowali kolejną imprezkę. Piwo i czacza lały się strumieniami a ich długie toasty (coraz dłuższe z upływem czasu i ubywaniem alkoholu) były czasem naprawdę głębokie. Host okazał się zapalonym fotografem po alkoholu i na zakończenie imprezy mieliśmy profesjonalną sesję zdjęciową z przebraniami i maskami.

Kolejnego dnia po południu poszliśmy na zwiedzanie miasta a wieczorem nie mogliśmy wrócić do domu, bo trwała fiesta po wstępnych wynikach prezydenckich i (prawie) każdy kto zdrów i miał samochód wyjeżdżał na ulice, trąbił i machał flagami Gruzji i/lub zwycięskiej partii. Komunikacja miejska ruszyła dopiero po paru godzinach. Następnego dnia spakowaliśmy się w 1 plecak i zaaplikowaliśmy o wizę azerską, korzystając z porad kolegi Kuby (guideless.tv)  i wyruszyliśmy w góry.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s