Bułgaria

Do granicy dojechaliśmy z właścicielem firmy transportowej z Macedonii i w trakcie podróży wspomniał, że jedzie załatwić jakieś sprawy z papierami na granicy i potem jego kierowca jedzie przez Sofie. Jednak po dojechaniu na miejsce – kierowca nie chciał brać na siebie ryzyka mandatu od bułgarskich policjantów i odmówił zabrania nas do kabiny.

Stanęliśmy więc za budkami i przez dłuższą chwilę nie było chętnego do zabrania nas ze sobą. Po ponad godzinie pojawił się samochód z polskimi numerami rejestracyjnymi.

Kierowca okazał się Polakiem z Warszawy a jego pasażerka rosyjską dziewczyną poznaną przypadkowo przez naszą ulubioną stronę Couchsurfing. Całą drogę spędziliśmy na miłej rozmowie, po czym dojechaliśmy do naszego celu – Sofii. Rozstaliśmy się w centrum i oni ruszyli do swojego hosta a my po sprawdzeniu maila – do naszego.

Tim okazał się Amerykaninem z New Jersey, który zakochał się w Bułgarii i żyje tu od 8 lat. Twierdził, że czuje się tu bardziej wolny, ludzie są milsi i ogólnie żyje mu się tu lepiej. Prowadzi swój biznes przez Internet i ma mały dom z farmą, oddalony od stolicy o ok 100 km a  kupiony parę lat temu za 20 tysięcy euro. Ogólnie – bardzo interesujący człowiek.

Pierwszego wieczora poszliśmy z nim i koleżanką do baru w parku miejskim, potem kolejnego i jeszcze jednego…  następnego dnia wstaliśmy dość późno z małym bólem głowy, ale ostro ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Przez kilka godzin sami chodziliśmy po zabytkach zaznaczonych na mapie, a o 5 po południu dołączyliśmy do grupy przewodników wolontariuszy, którzy za darmosze oprowadzają po tym pięknym mieście. Zawsze powtarzaliśmy, że nie lubimy zorganizowanych wycieczek z przewodnikami, którzy lecą na łeb na szyję żeby pokazać wszystkie zabytki w 2 godziny przewidziane na to miasto… tym razem byliśmy bardzo zadowoleni i polecamy każdemu skorzystanie podczas wizyty w Sofii.

Na mieszkanie wróciliśmy wieczorem i po kilkugodzinnej konwersacji z hostem postanowiliśmy jutro wyruszyć dalej. Tym miastem miało być Plovdiv. Wyjazd z stolicy był bardzo łatwy, chyba najszybszy do tej pory, bo tylko wysiedliśmy z autobusu poza miastem i po minucie mieliśmy podwózkę prawie do celu.  Zostawił nas na stacji przed naszym zjazdem i do centrum podwiozła nas Pani Konsul Niemiec z tego rejonu. Wytłumaczyła po wkrótce gdzie iść i co zwiedzać i wyruszyliśmy na całodniowy marsz. Wieczorem mieliśmy zaproszenie z CS, ale próby kontaktu spełzły na niczym i musieliśmy poszukać noclegu w namiocie. Policjant wskazał miejsce w parku oddalonym o parę kilometrów od nas, ale my postanowiliśmy poszukać czegoś bliżej i wybór padł na kawałek trawy i krzaków pomiędzy bankiem a kościołem 5 minut od centrum. Rozbijając namiot mieliśmy przez chwilę obawy, żeby nie wzięli nas za jakiś złodziei robiących podkop, ale nic takiego się nie stało 🙂

Rano spakowaliśmy się i ruszyliśmy w dalszą drogę – nad morze. Tym razem mieliśmy jechać do Burgas, bo ktoś nam je polecił. Jednak tym razem trafili nam się złotnicy jadący do podobno piękniejszego miasta nieopodal. Pojechaliśmy z nimi a po kilku godzinach mieli podwieźć nas do Burgas. Zwiedziliśmy wiec szybko to nieduże stare miasto i gdy chcieliśmy wyjechać i skontaktowaliśmy się z naszymi kierowcami ich już tu nie było. Zmienili plany i musieli wracać do Plovdiv a my po chwili zorientowaliśmy się, że razem z nimi pojechał nasz portfel a w nim całe 12 złotych i 3 tampony.

W związku z nieoczekiwanym noclegiem w tym mieście namiot postanowiwszy rozbić na plaży  ale nauczeni doświadczeniami przypływów w nocy znaleźliśmy lepsze miejsce parę metrów dalej.

Kolejny dzień to próba dostania się do Turcji i od samego rana mieliśmy pod górkę. Chwile czekaliśmy na pierwszą podwózkę i po parunastu kilometrach zapytał nas czy wolimy zostać na głównej drodze do granicy czy podjechać ponad 100 km z nim ale mniej uczęszczaną drogą. Zapewniał, że ruch mały bo mały ale jest, więc zdecydowaliśmy na 2 opcję. Gdy nas wysadził pośrodku niczego zaczęliśmy żałować tej decyzji. Po jakimś czasie kierowca zaproponował podwózkę ale tylko 15 km, potem było jeszcze kilka takich aż w końcu jakiś kierowca leciwej Łady zawiózł nas spory kawałek. Tu kolejne kilka godzin oczekiwania ale udało się i wyjechaliśmy z Bułgarii.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s