Chorwacja cz. 2

Z uwagi na blokowanie niektórych stron internetowych w odwiedzanych przez nas państwach nie mogliśmy wcześniej dodawać nowych wpisów. Teraz wiemy jak się z tym uporać, więc i wpisy powinny pojawiać się w miarę regularnie. Zachęcamy do lektury:)

A więc wracając do Chorwacji – następnego dnia za poradą hitchwiki wyjechaliśmy na stację prowadzącą do autostrady i mimo bardzo małego ruchu udało nam się znaleźć parę francuzów na wakacjach, którzy po kilkudziesięciu minutach wspólnej jazdy i konwersacji zaprosili nas do siebie we Francji, jak kiedyś będziemy tam w okolicy.

Naszym celem były słynne Plitwickie Jeziora a oni jechali dalej, wiec zostawili nas na stacji. Tam poznaliśmy Chorwata, który, jak spora część naszych kierowców  w tym państwie, wyemigrował w czasie wojny. Przypadkowo los padł na Holandię i przypadkowo mężczyzna, który zabrał jego i jego 2 autostopowych kolegów do samochodu okazał się jego najlepszym przyjacielem i zamieszkał w tej samej miejscowości przez następne 17 lat.  Teraz jednak, mimo, że tam miał stabilną pracę, przyjaciół, znał język, postanowił wrócić do ojczyzny i zarabiać jako czasami przewodnik po tych jeziorach a jego żona jest artystką i nie żałują tej decyzji ani przez minutę.

Do jezior dotarliśmy wieczorem, więc tylko zapytaliśmy jakiegoś rolnika o rozbicie namiotu na jego polu i od następnego ranka zaczęliśmy intensywne i całodniowe zwiedzanie parku. Jeziora wyglądały naprawdę świetnie i byłe naprawdę warte odwiedzenia.

Po kolejnej nocy na tym samym polu stanęliśmy na drodze prowadzącej na południe do naszej następnej miejscowości – Split. Początek był naprawdę super, bo złapaliśmy Polaków jadących kamperem na wybrzeże i przejechaliśmy z nimi 95% trasy. Jednak te ostatnie 5% sprawiło nam najwięcej kłopotów i nerwów. Stanęliśmy na ostatniej stacji przed zjazdem do naszego miasta i od pytanych kierowców słyszeliśmy tylko ze albo tam nie jadą, albo że mają pełne auto albo od jednej szczerej pary Czechów – że nas po prostu nie zabiorą. Wybawieniem okazali się kolejni rodacy, którzy po ponad 2 godzinach czekania zabrali nas te ostatnie 15 km do naszego celu.

Jako, że był już wieczór gdy dotarliśmy do miasta nasze zwiedzanie zaczęliśmy od szukania noclegu a jako, że miasto było dość rozbudowane i nie było zbytnio miejsca na rozłożenie namiotu w okolicy centrum zaczęliśmy pytać w kościołach. W pierwszym była msza, w drugim nas odesłali do kolejnego ale tam zgodzili się na rozbicie namiotu przy kościele co też uczyniliśmy.

Całe stare miasto było naprawdę super. W całości jest wpisane na listę Unesco, więc warto pochodzić wszystkimi wąskimi i szerokimi ulicami… Po 2 dniach zwiedzania udajemy się do najsłynniejszego i najczęściej odwiedzanego przez turystów chorwackiego miasta- Dubrownika. Podróż ta okaże się stresująca i męcząca bo mimo, że to tylko 150 km nie zdążymy dotrzeć tam wyruszając o 7 rano. Jednakże w tym przypadku wyszło nam to na dobre, bo ostatni kierowca polecił nam małą mieścinkę Stone, z najdłuższym murem obronnym w Europie. Dotarliśmy tam dość późno, więc oficjalnie zwiedzanie było już zamknięte, ale bramka nie była wysoka, więc oszczędziliśmy parę Kunów i podziwialiśmy monument tegoż miejsca oraz jednocześnie miasta widzianego z góry.

Następnego poranka stopa złapaliśmy dość szybko i to do samego centrum, ale trafił nam się kaznodzieja, który całą drogę opowiadał o Bogu. Wysłuchaliśmy cierpliwie i na szczęście ta podróż nie trwała dłużej, bo zaczynały się tematy bardzo ale to bardzo ortodoksyjne.

W każdym bądź razie dotarliśmy parę metrów przed starym miastem, więc szukanie hotelu lub restauracji zaczęliśmy w starym mieście i kilku tamtejszych hotelach. Po godzinie nieudanych poszukiwań wróciliśmy do hotelu, który był najbliżej naszej wysiadki i tak nie było problemu. Resztę dnia chodziliśmy i zwiedzaliśmy piękne stare miasto, wyszliśmy też poza miasto na górę i podziwialiśmy piękny zachód słońca. Wieczór nastał i trzeba było znaleźć jakiś nocleg, więc z uwagi na 2 duże zakony nie sądziliśmy, że będzie to trudne. Jednakże w jednym z nich nie było ojca przełożonego, a bez niego nikt nie mógł podjąć decyzji czy możemy dostać kawałek podłogi w tym miejscu czy nie. W drugim ojciec przełożony był, ale z uwagi, że zapytaliśmy o to za późno, bo koło 9 wieczorem i reszta ojców się nie zgodziła na gości o tej porze – zdarzyła się rzecz dziwna – dostaliśmy około 300 złotych na nocleg. Potem zdarzyła się rzecz jeszcze dziwniejsza –nic  w tej cenie nie można było znaleźć. Wszystkie hostele pełne a i to wystarczyło by akurat na jedną noc dla naszej dwójki. Korzystając więc z niezastąpionej strony hitchwiki postanowiliśmy wyruszyć na jakąś plażę. Fakt, że droga trochę trwała, bo nie chcieliśmy się rozbijać na plaży koło centrum, ale znaleźliśmy w końcu kawałek płaskiej skały akuratnej na nasz mały namiot.

Poranek był zajebisty z widokiem na oświetlony wschodem słońca Dubrownik i szumem fal, ale spakowaliśmy  wszystko i ruszyliśmy na drogę do naszego kolejnego kraju – Czarnogóry! Stopa zatrzymaliśmy dość szybko, ale była to taksówka prowadzona przez młodą kobietę. My powiedzieliśmy, że autostop turist, a ona, że za free i wsiadajcie. Po drodze wyjaśniła, że miała kurs z Czarnogóry do Chorwacji a teraz musi wrócić do bazy i tym sposobem mieliśmy pierwszą taksówkową podwózkę do samej granicy

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Chorwacja i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s