tydzień 6

W poniedziałek naszym celem podroży było polecone przez Maxa – La Rochelle. Nie za duże miasto z największym portem dla łódek w Europie. Wyjazd z Bordeaux był już od początku problematyczny. Ponieważ spędziliśmy około 2 godziny, żeby złapać pierwszego stopa, który okazał się bardzo „szczęśliwy”. Pani, która nas wzięła jechała w naszą stronę, ale nie wiedziała jak długo. Wsiedliśmy wiec z nią i miała wysadzić nas na ostatniej stacji benzynowej przed zjazdem z autostrady w jej kierunku. Okazało się, ze minęła ostatnią stacje i gdy musiała już skręcać za kilkaset metrów postanowiła zatrzymać się na autostradzie w punkcie SOS, żebyśmy bezpiecznie łapali nadal w naszym kierunku. Niestety przez kilkanaście minut nikt się nie zatrzymał, ludzie tylko dziwnie się na nas patrzyli i czasami trąbili. Po chwili zobaczyliśmy samochód serwisowy, który nas minął a po chwili cofnął do nas. Niestety radość nie trwała długo, bo pracownik miał zakaz zabierania kogokolwiek do samochodu i jedyne, co mogli zrobić to zadzwonić po policje. Po pół godziny przyjechał patrol i po sprawdzeniu naszej tożsamości odwieźli nas za darmoszkę w bezpieczne miejsce. Tam łapanie przychodziło dużo łatwiej, ale suma summarum do miejsca docelowego przyjechaliśmy koło 22…Naszym gospodarzem był Christopher, który przyjechał po nas w umówione miejsce mimo późnej pory. Jego dom był pełen ludzi z różnych krajów i kontynentów min. z Kalifornii, z Hiszpanii…w ogrodzie było jacuzzi, profesjonalny sprzęt do grillowania, kilka drewnianych domków dla gości a w jednym był bilard, także zapowiadało się ciekawie.

Następnego dnia zwiedzaliśmy miasto wypożyczonymi z biura turystycznego rowerami a wieczorem zorganizowaliśmy grilla, pierwszego od naszego wyjazdu. Potem gospodarz zaproponował wieczór przy piwku w jego jacuzzi. Wieczór był udany a kąpiel w jacuzzi idealnie nas rozleniwiła przed zaśnięciem.

Rano naszym celem była mała wyspa Ile de Re. Krzysztof pracował tam, więc odwiózł nas do miasta Saint-Martin-de-Re. Zaczęliśmy zwiedzanie od portu i kilku turystycznych atrakcji. Niestety na tej wyspie nie było ani jednego CS, wiec przyszło nam spać w namiocie przez wszystkie 4 noce. Jednej nocy rozbiliśmy się nawet przy samym oceanie i zachwyceni widokiem księżyca odbijającego się w wodzie popijaliśmy winko… do czasu przypływu. W nocy ocean zaczął tak szumieć , huczeć i buczeć, że nie dało się zasnąć praktycznie do rana.

Wyspa jest niewielka, ale bardzo urokliwa a więc w rezultacie pełna turystów. Miejscowi, z którymi rozmawialiśmy powiedzieli, że wybraliśmy bardzo dobry termin na przyjazd, ponieważ nie ma tłumów ale pogoda wciąż była wyśmienita.

Główną atrakcją wyspy były małe „fabryki” soli. Wyspa była pełna kanałów, do których w lecie wlewana jest woda z oceanu i po odparowaniu zostaje czysta sól.

Na tej wyspie zakończyliśmy kolejny tydzień naszej podroży i wyznaczyliśmy następny cel – Paryż!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s