tydzień 3

Rankiem pożegnania nadszedł czas i przed nami kolejne miasto – Creil, gdzie pracował nasz kolega z polski. Dotarliśmy na miejsce i od razu mieliśmypolskie przywitanie – chlebem solą i piwem, bo wódka droga… Z Polakami już dawno nie przebywaliśmy wiec fajnie było znowu porozmawiać po polsku. Następnego uświadomiliśmy sobie, że od paru dni jesteśmy w kraju rowerów i ani razu nie jeździliśmy.  Przeszliśmy się po holenderskich sąsiadach z prośbą pożyczenia 3 jednośladów i nie było z tym większych problemów, więc resztę dnia spędziliśmy jeżdżąc nad brzegiem morza. W niedzielę zrobiliśmy day off i wypoczywaliśmy cały dzień z przerwą na spacer po okolicy.

W poniedziałek postanowiliśmy wyruszyć na północ, do Groningen. Podróż minęła dość szybko i gdy dotarliśmy na miejsce nasze zainteresowanie wzbudziło dość dużo młodych ludzi w samym centrum miasta oraz jakieś sceny i namioty na rynku. Okazało się, że odbywa się tam coś w rodzaju polskich juwenaliów. Zamiast jednak majowych terminów przed egzaminami tu odbywa się o parę tygodni przed rozpoczęciem roku akademickiego i nazwa się „tydzień zapoznawczy”.Przez cale miasto jedzie parada różnych organizacji studenckich, wieczorem odbywają się przez kilka dni koncerty a jednej nocy było karaoke, na conajmniej 50 tysięcy ludzi.

Z uwagi na fakt, że dawno nie byliśmy na studenckiej imprezie, bo cale 4 miesiące wcześniej na juwenaliach rzeszowskich oraz z uwagi na fakt, że bardzo tęsknimy za tymi czasami – postanowiliśmy w tym mieście nie używać hostówz CS i nie wracać późno w nocy w niewiadomym stanie  i spędzić te kilka nocy w namiocie na obrzeżach Groningen, ale ok pół godziny od centrum. Pierwsza noc były to głównie koncerty słynnych holenderskich zespołów, po czym after party i imprezy w dyskotekach a drugiej nocy było wspomniane wcześniej karaoke i poznaliśmy jednego z członków organizacji studenckich a ten z kolei miał talony na nieograniczoną ilość piw. Spróbowaliśmy więc kilku, ale nie przesadzaliśmy bo rankiem trzeba ruszać dalej.

Imprezy były naprawdę udane, nieoczekiwanie się zaczęły, ale również szybko się skończyły i trzeba było wyjechać. Na punkt docelowy tegodnia ustaliliśmy miasto na zachód od Groningen, ale po zatrzymaniu pierwszego stopa mieliśmy podwózkę praktycznie do Amsterdamu, wiec stwierdziliśmy, że aż tak duża strata to nie jest i pojechaliśmy na południe. Tam znaleźliśmy hosta w Goudzie, stolicy sera,w którym na każdym kroku jest to akcentowane. Na ulicach wiszą lampy wkształcie okrągłych serów, na rzeczce jest pomnik z kilku wielkich serów itp…Ogólnie warto się tam wybrać chociażby z uwagi na fakt, ze w sporej ilości sklepów z serami jest możliwość darmowej degustacji praktycznie każdego rodzaju. My lubimy sery w każdej postaci, wiec po spróbowaniu ok 10 różnych rodzajów trudno było wybrać najlepszy wiec zakupy odłożyliśmy na później. Po dotarciu wieczorem do naszego hosta czekał na nas obiad, a po obiedzie deser ze świeżymi owocami maczanymi w gorącej czekoladzie.

Następnego dnia zdecydowaliśmy, że jedziemy do stolicy. Podróż do Amsterdamu przebiegła bez żadnych problemów, jednak chwile po przyjeździe czarne chmury zebrały się nad miastem i nie opuściły go aż do wieczora. Padało praktycznie co chwile, więc zwiedzanie miasta musieliśmy przeplatać z dłuższymi i krótszymi przerwami na bary, muzea a nawet bibliotekę. Naprawdę fajne miasto, bardzo ładne i dużo jest tu do zobaczenia. Jednak z braku hosta zarezerwowaliśmy na nie tylko jeden dzień, a na wieczór mieliśmy wracać do Goudy. Początkowy plan był autostopem, jednak zaczęliśmy koło 21 i po pół godziny już nie było sensu ze względów bezpieczeństwa , wiec wybraliśmy pociąg.

Rano nie zdążylismy pożegnać się z Lewisem, ponieważ wyszedł do pracy a my odsypialiśmy nocne podróże. Po śniadaniu wyruszyliśmy do Utrechtu. Na miejscu byliśmy dość wcześnie, wiec zostawiliśmy bagaże w hotelu i ruszyliśmy na zwiedzanie. Po paru godzinach zaczęliśmy kierować się do hosta i okazało się, że znowu mamy do czynienia ze studenckim życiem i znowu będziemy mieszkali w akademiku. Gospodarzem okazał się doktorant z uniwersytetu w Amsterdamie, który mieszka nielegalnie w akademiku w Utrechcie, bo to jest najtańsza i najlepsza dla niego opcja. Dowiedzieliśmy się od przyszłego pana doktora wielu interesujących rzeczy na tematy zarówno naukowe jak i życiowe a następnego dnia postanowiliśmy wprowadzić trochę sportu do naszej podroży. Rano na trawie koło akademika porzucaliśmy frisbee a potem poszliśmy popływać nad okoliczna rzekę. Po powrocie on musiał zostać się uczyć, a my wyruszyliśmy odkrywać miasto. Wieczór spędziliśmy słuchając jego opowieści o podróży po Szkocji oraz o dalszych planach.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s