tydzień 1

Początek naszej podróży, po całym dniu pakowania i przygotowań, zaczął się ok 21 podróżą do Lublina skąd mieliśmy autokar do Gdańska. Poprzedzał go tydzień, kiedy to ustaliliśmy dokładną datę wyjazdu i zaczęliśmy załatwiać wszystkie sprawy w Polsce. Listę zakupów wszystkiego potrzebnego do podróży czerpaliśmy z książek, forum oraz znajomego który uczestniczył w podobnym przedsięwzięciu przed paroma laty. Na internet i tańsze zakupy było już za późno więc zaczęliśmy szukać promocji w stacjonarnych sklepach i second-handach. I tak skolekcjonowaliśmy wszystko co było na naszej liście, spakowaliśmy się i tak dnia 29 lipca 2011 roku wyruszyliśmy w podróż marzeń i przygodę życia…

Oficjalny, pierwszy dzień Eurotripa to Gdańsk. Pojechaliśmy tam na konferencję związaną z giełdą ale większość dnia spędziliśmy ze znajomymi na zwiedzaniu miasta zamiast uczestniczeniu w wykładach. Mieliśmy przy sobie plan konferencji, więc wracaliśmy tylko na interesujące nas tematy. Po bardzo ciekawym dniu zwiedzania miasta, w którym ja byłem po raz pierwszy w życiu a Aga kilkanaście lat temu – wieczór również był miłym zaskoczeniem. Dla tych, którzy wcześniej się zarejestrowali oraz dla VIP-ów było przewidziane afterparty. My nie byliśmy ani VIP-ami ani nie rejestrowaliśmy się wcześniej, bo tym po prostu nie wiedzieliśmy. Ale  udało nam się dostać do środka i mieliśmy niebywałą przyjemność spróbować wymyślne dania z owoców morza zakrapiane darmowym piwem regionalnym bez ograniczeń. Skutkowało to zawarciem nowych znajomości i bardzo szybkim nastaniu godziny wyjazdu. Zabraliśmy się z naszą grupą ale autobusem dojechaliśmy tylko na wylotówkę z Gdańska gdzie był nasz pierwszy nocleg pod namiotem obok stacji benzynowej.

Dzień drugi i kolejnych pięć spędziliśmy w Trójmieście . Mówiąc dokładniej drugi dzień był w Gdańsku na jarmarku św. Dominika a trzeci, czwarty i piąty spędziliśmy między Gdynią i Sopotem. Jarmark był naprawdę interesującym doświadczeniem, 3 sceny muzyczne, masa straganów ze wszystkim i morze ludzi pomiędzy tym wszystkim. Po wieczornym koncercie Johna Portera udaliśmy się na sprawdzone miejsce wczorajszego noclegu na stację benzynową, tym razem autobusem podmiejskim. Po krótkiej konwersacji ze sprzedawczynią o tym jak kiedyś wyglądał autostop przy kubku gorącej herbaty – poszliśmy spać.

Rano postanowiliśmy pojechać do Gdyni lub Sopotu, więc po „śniadaniu” czyli zupce chińskiej na stacji i spakowaniu wszystkiego wyruszyliśmy dalej. Dostanie się do centrum nie było takie trudne, gorzej było z kolejnym miastem. Mimo małej odległości nikt nie chciał się zatrzymać, więc poszliśmy za radą aktywnej autostopowiczki z Gdańska i wzięliśmy SKM do Sopotu. Tu znaleźliśmy nocleg przy jednej ze szkół i portier pozwolił rozbić się nam na jej tyłach. Dzień spędziliśmy chodząc i zwiedzając miasteczko, potem ktoś doradził, że bardzo ładny jest odcinek między Sopotem a Gdynią idąc plażą. Więc i tej rady posłuchaliśmy i wyruszyliśmy. Na nocleg wróciliśmy do sprawdzonej szkoły i korzystając z niezabezpieczonej sieci WiFi wysłaliśmy post na trójmiejskiej grupie Couchsurfing dotyczący naszej wycieczki. Ku niemałemu zdziwieniu ktoś na niego odpowiedział i zaprosił nas do siebie. Wcześniej nie korzystaliśmy z tej strony praktycznie wcale, więc Marcin, nasz pierwszy host stwierdził, że z takim kontem i takim postem szczerze mieliśmy małe szanse. Doradził nam parę zmian, które potem przyniosły wymierne efekty. Pierwsze doświadczenie z tym rodzajem noclegu było naprawdę miłym zaskoczeniem. Spotkaliśmy tam Tinę, dziewczynę z Tajwanu, która dostała 30 dniową wizę i jeździ zwiedzając Europę ale i jednocześnie szuka pracy na tym kontynencie. W Sopocie spędziliśmy jeszcze dodatkowo 2 noce, podczas jednej mieliśmy grilla z gospodarzami a druga noc była nie planowana, ale woleliśmy wyruszyć rano i  mieć cały dzień na dojechanie do następnego miasta – Szczecina. Rano jeszcze wstąpiliśmy na pocztę, aby wysłać zbyt dużą ilość rzeczy, których po paru dniach w ogóle nie używaliśmy, a które ciążyły na plecach.

Podróż do Szczecina była już bardzo dość łatwa, również za radą Marcina Aga pytała ludzi na skrzyżowaniach, którzy stali na czerwonym czy nie jadą w naszą stronę i czy nie podrzucą nas chociaż kawałek. Tym sposobem złapaliśmy 3 stopy bardzo szybko, ostatnim kierowcą był aktualny mistrz Polski w maratonie (pozdrawiamy), który zachęcił nas do biegania i trenowania do startu w maratonie:)

W Szczecinie spędziliśmy tylko jeden wieczór z naszymi hostami, ale za to bardzo miły. Tomek obwiózł nas po mieście, pokazując najlepsze jego części, potem spotkaliśmy się z jego dziewczyną i poszliśmy do kina pod chmurką, gdzie puszczali ciekawą komedię francuską. Rano mieliśmy bardzo miłe zaskoczenie, ponieważ gospodarze musieli iść do pracy i zostawili całe mieszkanie do naszej dyspozycji. Wyspaliśmy się więc porządnie i po małych zakupach ruszyliśmy w kierunku wylotówki na Niemcy. Pierwszą podwózkę mieliśmy od starszego małżeństwa emerytów, którzy na wycieczki wydają wszystkie zaoszczędzone z emerytury pieniądze. W tym roku mają już zaplanowaną wycieczkę do Skandynawii na 5 tygodni. Podwieźli nas do Kołbaskowa na stację benzynową więc po pożegnaniu i pożyczeniu sobie wzajemnie miłej podróży zaczęliśmy pytać ludzi czy nie jadą w stronę Berlina. Jedna para Niemców jechała do okolic Hanoweru więc zgodzili się nas podwieźć kawałek i wysadzić na jakiejś stacji serwisowej. Potem jednak zmienili plany i zostawili nas w centrum miasta Berlina. Nie mogąc znaleźć niezabezpieczonej sieci WiFi wstąpiliśmy do baru i żeby uzyskać dostęp do Internetu musieliśmy coś kupić. Wybór padł na fajkę wodną wiec po południu wysłaliśmy post na Berlińską grupę CS dotyczącą noclegu na ostatnią chwilę, ale zaraz po opublikowaniu naszego postu pojawił się inny, że ktoś ma do zaoferowania kanapę na dzisiejszy wieczór. Odpisałem więc od razu i po 5 minutach mieliśmy nocleg w Berlinie. Jak się potem okazało ani google mapy ani berlińscy policjanci nie wiedzieli gdzie jest dokładnie ta ulica. Okazało się, że są 2 identycznie nazywające się ulice w Berlinie i policjanci wysłali nas na niewłaściwą. Dopiero na miejscu gdy okazało się, że nie ma takiego numeru bloku poprosiliśmy przechodniów o telefon do naszego hosta i próbę wyjaśnienia tego. Po telefonie sprawa wyglądała dużo prościej. Gdy dotarliśmy na miejsce kolejne zaskoczenie. Napisałem, że zaraz będziemy a przez 3 godziny błąkaliśmy się po mieście szukając tej ulicy, więc na nasze miejsca przyszła inna para francuzów. Ale Kim okazał wyrozumiałość i obu parom pozwolił zostać na noc. Wieczorem wyszliśmy na ciemne niemieckie piwo do okolicznego baru a potem na upragniony nocleg.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s