tydzień 4

W niedzielę zdecydowaliśmy opuścić Utrecht i pojechać do ostatniego planowanego miasta w Holandii – Mastricht – słynnego miasta, w którym swój początek miał protoplasta dzisiejszej Unii Europejskiej. Miasto samo w sobie było ciekawe ale po paru godzinach było już zwiedzone a my nadal nie mieliśmy noclegu, wiec znaleźliśmy niezabezpieczoną sieć w jednej z restauracji i zaczęliśmy wysyłać prośby do couchserferów oraz na grupę emergency Maastricht. Niestety nikt do wieczora się nie odezwał, wiec już myśleliśmy nad noclegiem w namiocie na obrzeżach miasta ale jeszcze przed wyruszeniem na poszukiwania ostatni raz postanowiliśmy sprawdzić pocztę. Naszym oczom ukazała się wiadomość od Terrego z Bilzen – małego miasteczka w Belgii ok. 10 km od nas. Odpisaliśmy wiec, że z chęcią wybieramy kanapę pod dachem zamiast namiotu w niewiadomym jeszcze miejscu. Po chwili przyjechał po nas i tej nocy, choć nie planowaliśmy, zawitaliśmy do Belgii. Terry okazał się fantastycznym hostem, wieczór spędziliśmy na pogaduchach o biznesach które wykonywał w swoim życiu a następnego ranka postanowiliśmy odwiedzić Liege. Miasto było okazałe, ale leżało w francuskojęzycznej części Francji i nijak nie szło się dogadać po angielsku z mieszkańcami. Dysponowaliśmy jakąś mapą od Terrego, więc po prostu podążaliśmy zaznaczonymi na niej punktami. Wieczorem zaczęliśmy łapać stopa spowrotem do Bilzen i choć odległość była mała, bo ok 30 km to mieliśmy aż 6 kierowców!! Ale w końcu dotarliśmy na miejsce i po kolacji spędziliśmy kolejny miły wieczór przy belgijskim-najlepszym naszym zdaniem- piwku.

Następnego dnia naszym celem była Antwerpia i okazało się, ze Terry ma stamtąd księgowego, z którym musi się zobaczyć, więc mieliśmy podwózkę do samej Antwerpii. Jak kilka razy wcześniej – po prostu zostawiliśmy bagaże w hotelu i ruszyliśmy w miasto. Zwiedziliśmy ta światową stolice diamentów bardzo intensywnie, ale nastał wieczór wiec trzeba było kierować się do hosta. Tym razem zaprosiła nas kolejna para. Liza i Ralph. Mieszkają w bardzo ładnym domku, spory kawałek od centrum, ale ich poglądy na świat były bardzo interesujące. Przy daniu z makaronu i dużej ilości wina spędziliśmy parę godzin. Następnego ranka wypożyczyliśmy od nich rowery, żeby nasze przemieszanie się po mieście było bardziej efektywne. Zwiedziliśmy miejsca, na które poprzedniego dnia nie starczyło czasu i dzień minął bardzo szybko. Wieczór był podobny do poprzedniego, z tą różnicą, że zamiast polecać miejsca warte odwiedzenia w Antwerpii hości polecili nam inne miasta w Belgii. Padało więc na Brugge i Gent, wiec następnego dnia po pożegnaniu Liza odwiozła nas na wylotówkę z miasta i po paru minutach mieliśmy bezpośredni transport go Brugii. Kierowcą była miła pani doktor, od której dowiedzieliśmy się m.in o istnieniu języka Esperanto – najłatwiejszego języka na świecie , którego podstawy opublikował polski doktor. Brugia okazała się bardzo ładnym, studenckim miastem. Po paru godzinach mieliśmy już zwiedzone całe stare miasto i najważniejsze zabytki wiec tego samego dnia udaliśmy się do Gent. Tu zaskoczenie było jeszcze większe, ponieważ wszystkie domy maja podobny, bardzo stary wygląd. Tutaj uliczkami chodziliśmy do późnego wieczora i gdy okazało się, ze nikt z CS nie odpowiedział pozytywnie zostało szukanie miejsca pod namiot. Znaleźliśmy polane za miastem i rozbiliśmy namiot, jednak w środku nocy potężna burza obudziła nas bardzo głośnymi grzmotami wokół nas. Nie mogliśmy zasnąć praktycznie do rana i o 8 zostało nam zwinąć mokry namiot i wyruszyć o Brukseli.

Tam Hostem okazała się Francuska, mieszkająca w Brukseli i pracująca jako inżynier. Dodatkowo okazało się, że ma jeszcze innego gościa z Turcji a na wieczór zaplanowała spotkanie z przyjaciółmi. Wyglądało wiec interesująco od samego początku. Jak się okazało jednym z jej przyjaciół był Polak, również pracujący w tej firmie. Po kolacji przygotowanej przez tureckiego gościa wyruszyliśmy do okolicznego baru. W barze poznaliśmy kolejna parę Polaków, których zaprosiliśmy do naszego stolika.

Ranem (południem) pożegnaliśmy się z naszą skacowaną gospodynią i ruszyliśmy w kierunku Francji.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s